WIERSZE JERZEGO KARPIŃSKIEGO

KREW WRZOSU

Otworzył liliowe oczy.
Rozejrzał się radośnie.
Nie jest dziś obojętny na zmiany wokół siebie
i na to, że czas wciąż kroczy,
że wszystko, co już minęło,
odbite jest w lustrze wydarzeń,
że zmusza wciąż do refleksji
nad treścią spełnionych marzeń.

W jego łodygach pulsuje pot,
pot przelany przez odnowicieli tej ziemi,
przybyłych przed laty z różnych stron świata.
Tu, na tym małym skalniaku
i tu, gdzie lśni tęczą jego rabatka,
dawcy potu czuli się spełnieni,
gdy zakwitła jego pramatka.

W drobniutkich listkach swojej struktury,
niczym w kalejdoskopie,
ogląda wszystkie przemiany natury,
odbite w ujęciach z przeszłości.
Widzi znikanie rumowisk
i księżycowego krajobrazu.
Dostrzega tworzenie cudu przemiany
i normalności wyrazu.

On, potomek małego istnienia,
wyrwanego z wrzosowiska
przed wielu laty
i posadzonego na rabatce,
oczyszczonej z niewypałów
i z apokaliptycznego gruzowiska
dla tych co to uczynili,
domaga się dzisiaj zapłaty!
Wzywa was do uczynienia pokłonu,
do wyrażenia szacunku i wdzięczności
współtwórcom wspaniałego przeobrażenia
tej pięknej ziemi na której jesteśmy,
tej oazy cudu,
która nas na co dzień gości!

On, mała roślinna kruszyna,
nawołuje do utrwalenia w pamięci
tego, co tutaj uczyniono.
O hołd się dopomina dla tych,
których wśród nas w większości już nie ma,
a którzy są nadal nieomal jak święci.
I śpiewa:
– Chwała dokonaniom z przeszłości,
bo są i będą trwałą opoką
naszego dalszego życia
i naszych codziennych radości!

 

DOSTAŁEM DZIAŁKĘ

Dostałem wreszcie działkę na własny użytek!
Na niej mogę spokojnie bratać się z naturą.
Wszędzie liście i kwiaty do siebie się tulą.
Tutaj jest pełnia czarów, nadmiar, nawet zbytek!

Gdzie nie spojrzę owady plan dnia wykonują.
Cebula o koperek kłóci się z marchewką.
Dynia pośród ogórków ma posturę krewką,
a ptaki wśród gałęzi śpiewem mi wtórują.

Ja zabawiam się w kreta, moje grządki ryję.
Grabię, sieję, flancuję od rana do nocy.
W końcu z krzewów wyłażę spocony po szyję.

Nie ma to jak na działce być wiosną i w lecie!
Na niej każde działanie ma wynik uroczy.
Jest to miejsce spokoju, najlepsze na świecie!

 

NIBY NIC

Niby nic,
a przecież tyle znaczysz,
przyciągasz do siebie
jak złoto.
Niby nic,
a jednak mi wybaczysz ,
gdy cię odwiedzę
z ochotą.

Niby nic ,
a jednak tak wiele,
w twej zieleni jest zapisane.
Niby nic,
a tak miło gdy przygarniesz
to ciało stare
i skołatane.

Niby nic,
ale gdy poszperam
w twoim życiowym bycie
to mam wrażenie,
że to co zbieram
jest nagrodą
oddawaną skrycie.

Co zasadzę
w kwiatostan się zmienia,
co wychwaszczę
obrasta owocem.
Nie na darmo
wciąż ci się oddaję
w każdy dzionek,
w wieczory
i w noce.

Jestem w tobie,
a ty we mnie żyjesz.
Więź to wzajemna
i spójna!
Niby nic to,
ale tej miłości
przed nikim
już nie ukryjesz!

 

ALTANKA

Słońce z góry spogląda na to co wyprawiam.
Nie może się nadziwić, że ciężko pracuję.
Lecz ja w tym moim trudzie wspaniale się czuję.
Właśnie z wielkim zapałem zaprawę rozrabiam.

Cegiełka, po cegiełce wrasta w jedną całość.
Mur wyśniony w zamyśle do nieba się zbliża.
Suporex pieści cegły i im nie ubliża.
Ja głaszczę moje dzieło czując w sercu radość.

Szpak z wysokości śliwy coś mi podpowiada.
Chyba czuje, że wkrótce w tym miejscu zagości.
Przyznaję, że ta rada też mi odpowiada.

W pamiętniku rodzinnym wkrótce będzie wzmianka,
że na naszym ogródku, dla wspólnej radości,
powstało coś pięknego – rodzinna altanka!

 

DZIAŁKOWY TRAWNIK

Marzę o tobie
rano i wieczorem.
W południe marzenie narasta.
A ty sobie rośniesz
spokojnie i złudnie
w majowym powietrzu,
w blasku słońca
i jak na drożdżach
z „maminego” ciasta.

Wszystko się w tobie mieni
i zieleni,
a mój sen jawą się staje,
gdy koc na ciebie zarzucam
i słońcu się cały oddaję.
Nad sobą mam bezkres nieba
i figlujące motyle.
Mam twarz Heliosa
i wszystko co trzeba,
a zwłaszcza
urocze te chwile.
I nic mi ich nie odmieni
w zwątpienie
lub w chmury burzowe!
Mam w sobie radość!
Mam natchnienie!
Mam strofy piękna
i strofy tęczowe!

Więc zostań takim jakim jesteś!
– Uroczym i prostym
w swym ładzie!
Będę cię wielbił
i smakował
w cudownej ducha promenadzie!

 

TO NIE GRZECH

Oddać się tej ziemi to nie grzech.
Jest to rozkosz w najwyższym wymiarze.
Znikają tu wszystkie troski,
rodzą się chwile radości,
a piękno idzie z tym w parze.

Gdy patrzę na kwiatów kielichy,
to znikają życiowe problemy.
Jest tylko piękno natury,
jest słońce i barwy tęczy,
i nie ma życiowej tremy.

A gdy leżę skąpany w słońcu
i podkradam owoce z wisienki
to czuję, że jest mi bosko,
że jestem w mocy natury,
niczym w objęciach panienki.

W każdym listku, w każdej gałązce,
odzwierciedla się serce i dusza.
Jest mój trud, jest zapał życia,
są krople mojego potu
i wszystko co serce wzrusza.

Przez to oddać się Jej to nie grzech.
Jest to rozkosz w najwyższym wymiarze.
Znikają tu wszystkie troski,
rodzą się chwile radości
a piękno idzie z tym w parze.

 

POŻEGNANIE

Zajrzałaś złotym liściem zza szklanej zasłony
mojego okna w ten listopadowy ranek.
Spojrzałaś na mnie smutnie zza żółtych firanek,
zapłakałaś, a wiatr wybijał smutne tony.

Mgła deszczu zasłaniała twe złote oblicze,
smutne jak u Demeter po odejściu Kory,
a niebo zasłaniały chmur sczerniałe zmory
przez które wyglądały blade słońca znicze.

Piękna jest twoja twarz, lecz jakaś dziwnie smutna!
A unosząc się z wiatrem płaczą oczy twoje
– szare chmurki! – Ja wiem, że to chwila okrutna!

Tańczące liście wśród gałęzi pieśni nucą,
a nucąc ciche pieśni złocą twarze swoje
cicho szemrząc, że kiedyś tu znów z tobą wrócą.

 

ZIMOWE WIATRU ŚPIEWANIE

Już noc okryła ziemię ciszą i błogim snem,
czas zamarł jak w letargu, a śnieg księżycem lśni
i tylko wiatr swawolnik we włosach gruszy drży
jak gdyby chciał wyśpiewać treść zimy jednym tchem.

A jabłoń, jak dziewczyna śpiewem urzeczona,
stoi samotnie sobie i świtu nie czeka,
śpiewu kochanka słucha i ze spaniem zwleka,
okrywszy srebrnym szalem wstydliwe ramiona.

Śpią grządki, śpi zwierzyna, ziemia nasza swojska
okryte białym puchem, snem swym ukojone
i tylko jeszcze nie śpią wiatr i jabłoń polska.

Graj wietrze cudne nuty, jabłoń ciebie słucha,
lecz spełnij me pragnienie skryte, wymarzone.
Zostaw też trochę innym tej pogody ducha!

 

CIEPŁO CZEKANIA

Poczułem jakąś błogość w sercu.
Ciepło słońca wpłynęło mi do duszy.
Wszystko zapachniało pogodnym nastrojem.
Niecodzienność stanu tego dnia sprawiła,
że moje wnętrze złagodniało,
a moja złość zasnęła
i wcale się już nie puszy.

Płatek śniegu stopniał mi na nosie.
Wróble obok mnie baraszkują.
Są weselsze niż kilka dni temu.
Coś je podnieca!
Niewątpliwie coś czują!

Moje serce też jest ciepłe i radosne.
Też wyczuwa w oddali
przyjście kogoś wspaniałego
i niezwykłego…

Czeka na Wiosnę!

 

JEST

Jest!
Czuję Ją wszędzie!
Widzę jak otwiera kwiatom oczy,
jak zieleni się Jej oblicze,
jak dumnie przez ogrody kroczy,
jak w ptakach miłość wyzwala!
Patrzę i podziwiam,
i wszystkie Jej cuda liczę!
Patrzę i cieszę się wielce
jak bardzo sobie pozwala.

Już noce mi się nie dłużą
i nie męczą mnie wczesne wstawania.
Przygnębienie uciekło wraz z zimą,
a dusza jest jakaś radosna!

Nie dziwcie się przyjaciele!
To normalne!
To Wiosna!

 

CZAR JUBILEUSZU

W 35-lecie PZD…

Spójrzcie na kosze z plonami,
które czarują swoją zawartością.
Jest w nich wszystko co trzeba,
a zwłaszcza zapach polskiej ziemi
nasyconej naszym trudem,
wielką dumą
i wspólną radością.

W zestawie zieleni i wszystkich kolorów
widać nasze promienne oblicza,
oblicza związkowców.
Jest w nim pamięć dla działkowych,
ponad stuletnich tradycji,
a także szacunek dla 35 – letnich dokonań
Polskiego Związku Działkowców.

W tym zestawie tęczy i barw,
złożonym przed sztandarem Zielonej Rzeczpospolitej,
widoczna jest historia naszej jedności
oraz walki o związkowe istnienie
w sejmowej ustawie odbitej.

W każdym z koszy są owoce i piękne kwiaty!
Rzeczywiście jest w nich wszystko co trzeba!
Jest w nich także wdzięczność dla Matki Ziemi
i hołd dla twórców naszej rzeczywistości,
dla wszystkich tych,
którzy sprawili,
że cieszymy się z życia
i z chleba!

Patrzę na to wszystko wraz z Wami
i pięknem wszystkich koszy pieszczę moje oczy.
Wołam też przy tym pełen wzruszenia:
– Niech nasz Związek trwa wiecznie!
– Niech nasza jedność zawsze z nami kroczy!